Podróż w przeszłość, czyli jak budowało się kiedyś – część 2

Podróż w przeszłość, czyli jak budowało się kiedyś – część 2

Zapraszam Cię na kolejną część cyklu. O czym opowiem Ci tym razem? Ponownie cofniemy się do czasów naszych ojców i dziadków, przypominając sobie o dawnych technikach walki z mrozem. No to zaczynamy.

Podwójne drewniane okna

Na samą myśl o tym rozwiązaniu robi mi się zimno. Osobiście preferuję trochę nowsze, plastikowe odpowiedniki, ale do rzeczy. Aż do późnych lat 90-tych ubiegłego wieku w naszych domach i mieszkaniach królowały popularne, podwójne okna zwane szwedzkimi. Otwierały się zarówno na zewnątrz, jak i do wewnątrz, a dodatkowo można było zdemontować je na lato. Niestety szczelność tych okien była dość kiepska, co dało się odczuć zwłaszcza w zimne i wietrzne dni. Szyby i drewniane elementy były stosunkowo cienkie, przez co duża część ciepła uciekała z pomieszczenia. Nasi przodkowie jednak całkiem nieźle sobie z tym radzili. Powszechnie praktykowaną metodą było uszczelnianie okien za pomocą waty lub ręczników.

straw-1388037-1279x959

Słomiane dachy

Tego nawet ja nie pamiętam, jednak część osób, kiedy sięgnie pamięcią do okresu dzieciństwa, przypomni sobie domy na wsi pokryte słomianymi dachami. W zależności od regionu, powstawały one przy użyciu różnych technik, np.:

  • Na północnym zachodzie Polski słomę luźno rozkładano na łatach dachowych, wzmacniając całą konstrukcję witkami wierzbowymi lub gałązkami jałowca.
  • Na południu, natomiast używano całych snopów.

Słoma dodatkowo była wzmacniana wrzosem lub perzem. Dach również obciążano, chroniąc go tym samym przed silnymi podmuchami wiatru. Stanowiło to niezwykle mocną i stabilną konstrukcję.

Budowanie słomianych dachów było ciężką i długotrwałą pracą. Wysiłek się opłacał, bowiem dzięki niemu nie lało się na głowę, a taki dach mógł przetrwać nawet 40 lat.

Uszczelnianie masą z gliny i siana, czyli sposób na zatrzymanie ciepła

Przyznajmy, że czas również odbija swoje piętno na naszych domach. Z biegiem lat pojawiają się zniszczenia, nieszczelności, powstaje ryzyko wilgoci, butwienia desek, powstawania grzyba i ryzyka utraty ciepła. Obecnie radzimy sobie z tym za pomocą specjalistycznych zapraw. Jednak nasi dziadkowie podchodzili do tego tematu zgoła inaczej.

Metodą, niezwykle popularną zwłaszcza na wsi, było zalepianie powstałych uszczerbków za pomocą mieszanki gliny oraz siana. Samo przygotowanie tej zaprawy było banalne. Do wiadra w proporcjach pół na pół dodawano siano i glinę zmieszaną z wodą. Tak powstałą gęstą maź nakładało się na ubytki. Po wyschnięciu była bardzo trwała i skuteczna.

Coś z niczego

Tak w skrócie można opisać budowlano-remontowe poczynania naszych przodków. Ciekawe, czy nasi potomkowie ze zdziwieniem będą obserwowali metody, jakimi my posługujemy się obecnie.


Ocena: 0.0

Autor tekstu

Copywriter i marketingowiec z ogromnym zamiłowaniem do tworzenia dobrego contentu, tekstów sprzedażowych oraz e-mail marketingu. Związany głównie z branżą budowlaną. Nie boi się podejmować trudnych tematów, ale dla nas dzieli się głównie wiadomościami ze świata nowoczesnych technologii i wyszukuje nowości z branży. Po godzinach maniak pro-wrestlingu.