Woda – życiodajna ciecz

Woda – życiodajna ciecz

Człowiek bez wody nie może żyć, budowa też. W projekcie złożonym do Starostwa Powiatowego mieliśmy sobie zapewnić wodę ze studni, zlokalizowanej 5 m od granicy działki w jednym z jej rogów.

dsc_2916

Pierwszego dnia po ustawieniu do pionu wiertni byłem pod wrażeniem. Wyglądało to dość poważnie, szczególnie, że sprzęt był z lat 70. Stary, dobry, niezniszczalny diesel, który robił tyle huku, że cała wieś wiedziała, że na placu budowy coś się dzieje, zresztą 10 metrowej wysokości maszt widać było z daleka. Oprócz postawionego masztu i dwóch silników (jeden napędzający wiertnię, drugi pompę) na działce pojawiły się dwa dołki wielkości ok. 1 m3, a połączone były ze sobą kanałem, przez który płynęła woda. Równolegle do ustawiania sprzętu wiertniczego na działkę przyjechały kręgi betonowe, w których ma być umieszczony osprzęt potrzebny do funkcjonowania studni.

dsc_2918

Głębokość studni zwiększała się codziennie, ale powoli. Wiercący nie chcieli ryzykować zbyt mocnego spotkania ze skałą, która gdzieś na głębokości kilku metrów powinna być. Nie posiadając jednak dokładnych map geologicznych było to trochę poruszanie się po omacku, 6 m piachu, 1 m iłów, ok. 1 m skały – daje już 8 m. jeden pręt wiertniczy ma 4 m długości, trzeba je było jednak wyjmować, żeby zmieniać gryzery (wiertła). Inny do piachu, inny do skał. Woda, która chłodziła gryzery i wypłukiwała urobiony materiał pod ciśnieniem wyrzucając go na powierzchnię była wymieszana z klejem, który osadzając się na ścianach odwiertu uszczelniał go i przeciwdziałał wypłukiwaniu się ścian, co zapobiegać miało zawaleniu się odwiertu. Po kilku dniach odwiert wreszcie sięgnął głębokości 24 m a zakończył się w dolomicie. Pokład wodonośny zawierał jednak zbyt dużo wody. Ściany odwiertu nie wytrzymały naporu wody i jeszcze przed wstawieniem rur zawaliły się na samym dnie. Następnego dnia trzeba było dokonać kolejnego wiercenia pogłębiającego i od razu zabezpieczyć ściany odwiertu wkładając rury, które natychmiast zostały zabezpieczone.

Tydzień walki z przekrojem geologicznym zaowocował czystą wodą z głębokości 22 m i wydajności określonej przez studniarza na zaopatrzenie w wodę kilkunastu domów. Wszyscy byliśmy w szoku. Lustro wody podeszło na głębokość ok. 1,5 m i przy płukaniu pompą o wydajności 60 l/min drgnęło zaledwie o 10 cm w dół, lecz w momencie zaprzestania pompowania powracało na swój poziom w jednej chwili. Studniarz również wykonał nam studzienkę z wcześniej przywiezionych kręgów, w której miał być schowany hydrofor.

dsc_3000

Niestety nie dało rady schować całej studzienki w ziemię, bo okazało się, że na głębokości ok. 1,2 m pojawiła się woda gruntowa. W każdym razie na budowie mieliśmy już wodę, więc mógł wchodzić tynkarz.

C.d.n.


Ocena: 0.0

Autor tekstu

Zjadł zęby na budowlance – dość powiedzieć, że w branży siedzi od kilkudziesięciu lat. Prawdziwy człowiek orkiestra. Najdłużej związany z naszym portalem. Najczęściej udziela praktycznych porad związanych z budową i remontem. Prywatnie miłośnik żeglarstwa i kryminałów.

Przeczytaj również